Legginsy do biegania Kiprun 500 warm z Decathlona nadają się do biegania zimą, o ile jest ona łagodna. To, co jest największą zaletą spodni, w bardziej niesprzyjających warunkach pogodowych staje się ich poważną wadą.
Bieganie zimą jest wymagające, ale nie jest niemożliwe. Żeby trenować w mrozie i śniegu, najczęściej trzeba mieć tylko i aż większe niż zwykle samozaparcie i odpowiedni ubiór.
Czy legginsy do biegania Kiprun 500 warm z Decathlona sprawdzą się w takich warunkach? Oto moje wrażenia po ponad miesiącu testów.
Legginsy do biegania Kiprun 500 warm z Decathlona – warunki testowe
W porównaniu z dotychczas używanymi przeze mnie legginsami New Balance’a, w których biegam od 2008, te decathlonowskie są cieńsze. Mają też inną strukturę materiału. Z bliska przypomina on powierzchnię gofrów. Dlatego przed pierwszym użyciem miałem obawy, czy nie będzie mi w nich zimno.
Producent deklaruje, że legginsy Kiprun 500 warm zapewniają ochronę przed zimnem do temperatury -11 st. C. Ja biegałem w nich, gdy nominalnie na dworze było od 0 do -10 st. C. Jednak niemal zawsze, z uwagi na wiatr i wilgotność, temperatura odczuwalna spadała jeszcze niżej. Niekiedy, jak pokazywał telefon, było to kilkanaście stopni poniżej zera.
Czy w takich warunkach w legginsach do biegania Kiprun 500 warm z Decathlona było ciepło? I tak, i nie.
Jak zimą się biega w legginsach Kiprun 500 warm z Decathlona
Oczywiście na rozgrzewce odczuwałem chłód zwłaszcza w okolicach ud. Aczkolwiek po tych kilkunastu minutach truchtu i ćwiczeń on mijał.
Jednak zdarzało się, że dyskomfort termiczny towarzyszył mi przez cały czas aktywności. Działo się tak zwłaszcza podczas biegu pod wiatr. Wówczas legginsy do biegania Kiprun 500 warm z Decathlona nie dawały rady mimo wspomagania się przeze mnie spodenkami lub drugą parą legginsów za kolano.
Problem dotyczył zwłaszcza dolnej strefy ud, gdzie jest cieńszy i bardziej przewiewny materiał. Uczucie zimna nie znikało nawet w trakcie dynamicznych jednostek. Mięśnie po prostu drętwiały, a po takich sesjach na skórze „czwórek” i „dwójek” pojawiały się podrażnienia. Gdy temperatura nominalna spadała w okolice -10 st. C, chłód czułem też na podudziach (zwłaszcza z przodu – na goleniach).
Co ciekawe, gdy po treningu już się rozciągałem na dworze, dyskomfort znikał. Wg mnie to skutek braku windstoppera. Bardzo by się przydał w okolicy mięśni czworogłowych.
Uważam, że wtedy byłby to idealny produkt dla biegających zimą. Aczkolwiek, jak pokazują opinie klientów na stronie Decathlona, w większości są oni zadowoleni z tych spodni (nota 4,65 na 5).
Zalety legginsów do biegania Kiprun 500 warm
Jednak być może wtedy legginsy do biegania Kiprun 500 warm z Decathlona mocno straciłyby na swej rozciągliwości i elastyczności. Pod tym względem wypadają bardzo dobrze. Nie krępują ruchów. Nie powodują otarć. Świetnie nadają się do wykonywania szybkich jednostek w zimne dni.
Na plus trzeba zapisać im podłużne odblaski na boku ud oraz design. Spodnie prezentują się efektownie. Materiał wierzchni daje efekt połysku.
Legginsy Kiprun 500 warm są wyposażone w zamki błyskawiczne na dole nogawek oraz kieszonkę na lędźwiach. Na pewno zmieszczą się w niej klucze czy karta płatnicza. Wbrew informacjom producenta nie wejdzie do niej smartfon, co najwyżej – stara Nokia.
Wydaje mi się też, że po treningu nie pachną przesadnie nieprzyjemnie. Innymi słowy: redukują smród potu. Prawdopodobnie wynika z ich „oddychającej” struktury. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że akurat ta właściwość może być mocno subiektywna.
Legginsy do biegania Kiprun 500 warm z Decathlona – podsumowanie
Czy w związku z tym legginsy Kiprun 500 warm nadają się do biegania zimą? Tak – o ile jest to łagodna zima. Wg mnie wyrób nie spełnia deklaracji producenta i nie zapewnia ochrony przed zimnem przy większym mrozie.
| Zalety | Wady |
|---|---|
| + elastyczność i rozciągliwość | – brak windstoppera |
| + design | – cieńszy materiał nad kolanami |
| + odblaski | |
| +kieszonka na zamek na lędźwiach | |
| + zamki w nogawkach |





Dodaj komentarz